Najczęstsza odpowiedź brzmi: co dwa, trzy lata. I jest to sensowny punkt wyjścia, ale traktowany dosłownie potrafi wprowadzić w błąd. Kostka pod zadaszeniem, w pełnym słońcu i bez drzew w pobliżu wytrzyma spokojnie pięć lat. Ta sama kostka po północnej stronie domu, w cieniu tui, będzie wymagała mycia co sezon.
Decyduje jedno: jak długo powierzchnia pozostaje wilgotna. Glony i mech nie potrzebują ziemi, wystarczy im wilgoć i mikroskopijne nierówności betonu. Dlatego pierwszym miejscem, w którym pojawia się zielony nalot, jest zawsze najbardziej zacieniony fragment podjazdu albo pas przy rynnie.
Drugi czynnik to ruch. Podjazd, po którym codziennie wjeżdża samochód, brudzi się inaczej niż taras — dochodzą ślady opon, plamy oleju i wcierany w porowaty beton pył hamulcowy. To zabrudzenia, które z każdym sezonem schodzą trudniej, bo wnikają coraz głębiej.
Praktyczny sygnał, że czas na mycie, jest prosty: porównaj fragment pod donicą albo pod wycieraczką z resztą powierzchni. Jeśli różnica koloru jest wyraźna, to nie znaczy, że tamto miejsce jest jaśniejsze — tylko że reszta zdążyła pociemnieć. Zmiana zachodzi na tyle wolno, że na co dzień jej nie widać.
Regularność się opłaca także finansowo. Powierzchnia myta co dwa sezony schodzi szybko i bez chemii. Taka, której nikt nie dotykał przez osiem lat, wymaga więcej pracy, a część zabrudzeń zdążyła już związać się z materiałem na stałe i pełnego efektu nie da się osiągnąć.
Najlepszy termin to wiosna albo wczesna jesień, przy dodatnich temperaturach i bez zapowiadanych przymrozków. Zimą mycie nie ma sensu: woda w spoinach zamarza i potrafi rozsadzić fugę. Latem, w upale, powierzchnia wysycha szybciej niż zdąży zejść brud.
Jeśli nie masz pewności, w jakim stanie jest Twoja nawierzchnia — zadzwoń i opisz sytuację. Przy większych powierzchniach przyjeżdżamy obejrzeć teren, żeby wycena nie była zgadywanką. Szczegóły usługi opisaliśmy na stronie czyszczenie kostki brukowej.




